środa, 13 stycznia 2010

zimowy dzień codzienny

Oh jak zimno za oknem, brr aż nie chce się wyjść. Wózkiem to jest wyprawa porównywalna do wejścia na górę w deszczowy dzień. Dlatego też wyręcza mnie w tym mąż:)

Miki szaleńczo się rozwija, nareszcie na czworakach ma już perfekcyjnie opracowane chodzenie do tyłu - no ale jak to rak zawsze chodzi wspak:)

W domu choróbstwo przypałętało się do mnie a ja tutaj ciągle obowiązkowe pisanie - tym razem oprócz pracy zawodowej czas skończyć pisanie pracy dyplomowej. Taki plan na dzisiaj - skończyć i wysłać:D

Co do mojego uparcia się to udało się osiągnąć, że Miki nie je w nocy mleka i w ciągu dnia śpi dwa razy minimum 1:15 - czyli to dla mnie już dużo. Sama jestem w szoku ile mogę zrobić w tym czasie.

Ale póki co cieszę się tym, że mężuś w domku:D

poniedziałek, 4 stycznia 2010

uparta jak koza

Ojejku jaka ja zmęczona, ale to chyba nic nowego:D Lecz od trzech dni postawiłam sobie cel, by Mikiego nauczyć spać bez mleka w nocy. Oj ciężko nam idzie. Młody nie wyje za mlekiem, ale płacze i budzi się zwyczajnie, hmmm jeżeli po 7 dniach starań nadal taka sytuacja będzie się utrzymywała kapituluję.
Ponadto postanowiłam, że nauczę Mikiego spać póki co dwa razy dziennie na nieco dłuższe drzemki a nie 40 minutowe. Bo w tym czasie, to ja nawet dobrze z łazienki nie skorzystam. Dzisiaj zaczęłam to wprowadzać i dupa.....właśnie obudził się standardowo po 40 minutach, ble...

Ale co tam matka uparta jak koza nie ma zamiaru sobie ułatwiać życia z początkiem nowego roku............

sobota, 2 stycznia 2010

sylwester za nami, marzenia przed nami


No i skończył się rok 2009, czas rozpocząć kolejny. Ciekawe co przyniesie? Chcę, by po raz kolejny to co sobie zaplanuję. W tym roku plany są bardziej materialne, ale konieczne. Zmiana mieszkania i auta, wyjazd do Paryża na tydzień, znalezienie pracy, posłanie Mikiego do żłobka. Trochę tego jest, ale by się spełniło mam przed sobą całe 12 miesięcy :D

Sylwester spędziłam bardzo oryginalnie, nawet mogę rzec, że jeszcze tak nigdy nie spędziłam, a więc...............śpiąc już o 22. Oczywiście kochany synuś obudził mamusię przed 24 i nie spał 1,5h przez huki. Nie powiem nawet nawet ten sylwester, bo okazało się, że co innego jest teraz ważne. Jednak ten czas natchnął mnie na wyobrażenia - jak to ja bym chciała spędzić tego sylwestra, by mi się podobało:D I po raz kolejny doszłam do wniosku, że wspólnie z mężem mamy te same pragnienia. Oboje moglibyśmy spędzić go na wyjeździe w urokliwe i bezludne miejsce, gdzie w pięknej okolicy i przy cudownych krajobrazach oboje z synusiem robimy to co chcemy, nie martwiąc się, by dobrze się bawić, by być wśród tłumu. Tylko my i odludzie, hmmm......