...czas poleciał jak z bicza...pamiętam ten moment...coś przeczuwałam, ale bałam się uwierzyć, że to prawda, że to może się zdarzyć...no ale cóż, kupiłam test i nic nikomu nie mówiąc obudziłam się wczesnym rankiem (a może w środku nocy – patrz przed 5.00). Wyciągnęłam go i zabrałam do WC. Tam prawie po omacku (bo instrukcję znałam już na pamięć – patrz:kilka testów wykonanych wcześniej) zrobiłam go. Piszą odczekać kilka minut...z kołatanym sercem, z podekscytowaniem i z wielkim marzeniem nie wytrzymałam czekając...zajrzałam...i....stało się....pojawiłam się magiczna druga kreseczka.....omal łazienki ze szczęścia nie rozwaliłam...
w tej ekscytacji nie wiedziałam co czynić – budzić go, powiedzieć, czy może zrobić niespodziankę....nie wytrzymałam...pobiegłam, rzuciłam się na łóżko, kilka razy powiedziałam NIE ŚPIJ...UDAŁO SIĘ...radości co niemiara i nagle....obawa, strach, lęk – co to będzie? Popłakałam się, wystraszyłam – lecz w jego ramionach odnalazłam spokój...
Pójście do pracy, udawanie, że wszystko po staremu, że nic się nie zmieniło....trzeba było odczekać, by się upewnić...ale to jeszcze trochę potrwało...
niedziela, 29 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz