niedziela, 29 listopada 2009

Kiedy to było:)

...czas poleciał jak z bicza...pamiętam ten moment...coś przeczuwałam, ale bałam się uwierzyć, że to prawda, że to może się zdarzyć...no ale cóż, kupiłam test i nic nikomu nie mówiąc obudziłam się wczesnym rankiem (a może w środku nocy – patrz przed 5.00). Wyciągnęłam go i zabrałam do WC. Tam prawie po omacku (bo instrukcję znałam już na pamięć – patrz:kilka testów wykonanych wcześniej) zrobiłam go. Piszą odczekać kilka minut...z kołatanym sercem, z podekscytowaniem i z wielkim marzeniem nie wytrzymałam czekając...zajrzałam...i....stało się....pojawiłam się magiczna druga kreseczka.....omal łazienki ze szczęścia nie rozwaliłam...

w tej ekscytacji nie wiedziałam co czynić – budzić go, powiedzieć, czy może zrobić niespodziankę....nie wytrzymałam...pobiegłam, rzuciłam się na łóżko, kilka razy powiedziałam NIE ŚPIJ...UDAŁO SIĘ...radości co niemiara i nagle....obawa, strach, lęk – co to będzie? Popłakałam się, wystraszyłam – lecz w jego ramionach odnalazłam spokój...

Pójście do pracy, udawanie, że wszystko po staremu, że nic się nie zmieniło....trzeba było odczekać, by się upewnić...ale to jeszcze trochę potrwało...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz