niedziela, 29 listopada 2009

...żeniaczka, weselicho, czy normalny ślub....


No jakby ktoś nie wiedział – dzieciątko jak najbardziej planowane, a ślubik odłożony był na letni okres. A tu taka niespodzianka (bo się udało), więc trzeba było zaślubiny przenieść na wcześniejszy czas – bo nie zamierzałam iść do ślubu w 8 miesiącu (miało być w maju). Debatowania było trochę, kombinowania co, jak, gdzie, kiedy. W końcu niełatwo było pogodzić znalezienie miejsca, zorganizowania noclegu dla rodzinki, przy nieco skromnym budżecie. Suma summarum decyzja padła – no to może w Święta Bożego Narodzenia, lub w okolicy, co byśmy wszyscy spędzili je razem, w rodzinnym gronie, w domu teściów (Bieszczady). Wyżerka i tak by była ( ba każdy coś przygotuje na święta), brzuszek nie będzie jeszcze taki widoczny, nocleg jest (dwa domy), tylko najbliżsi, i bez wariacji, balonów, szaleństwa, wydawania (niepotrzebnego) pieniędzy...i tak też się stało...

Było rodzinnie, przy okazji świąt (a raczej po nich), weselicho w domu trwało przed zaślubinami kilka dni, impreza przednia, ślub kameralny a zdjęcia bajeczne...cóż więcej trzeba było...niczego, tak miało właśnie być....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz