Dzisiaj niedziela więc dla większości czas wolny najczęściej spędzany na leniwym nic nierobieniu albo na robieniu wielu rzeczy, na które nie miało się czasu w tygodniu. Dla mnie dzisiejszy dzień to wręcz wybawienie... od czego... od nadmiaru miłości od mojego synka. Całe dnie spędzane na zabawie, kupkach, śpiewach, płaczach, jedzonku, spacerkach, tany tany itp. przejadły mi się. Dlatego też tak bardzo cieszyłam się z wyjazdu na studia - fakt tylko 4 h poza domem ale jaka ulga:)
Mąż ciągle w pracy - a to na 12h, a to na 24h, a jak schodzi z nocki to czasem znowu idzie na nockę, więc musi odespać. Nie mam do niego pretensji, że pracuje, bo samemu mu ciężko. W domku jak tylko jest to zajmuje się dzieckiem, domem, lecz (może to dziwne) ale czuję się zaniedbana. Wszędzie pisze się, żeby to kobieta czasem uważała, by całej swojej uwagi nie skupić na dziecku. No cóż ja mam odwrotnie - jak nie praca to dom a na nas już nie ma czasu. Rzadkie rozmowy, jeszcze rzadsze spacery, nie mówiąc już o... (eh, nie ważne) - widocznie takie uroki macierzyństwa, kiedy jest się samemu (bez bliskich).
niedziela, 29 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz