piątek, 4 grudnia 2009

marudzenie zakończone brudzeniem


Wo matko jaki on dzisiaj był marudny:( zwariować można - siedzieć nie, leżeć nie, bawić się nie, chodzić na rączkach - TAK (a figa). Mój kręgosłup nie zniesie 10kg. Walczyliśmy, marudziliśmy, płakaliśmy i wnerwiliśmy mamuśkę na całego. Ale spacer dobrze mi zrobił - uf...

Popołudniu z tych nerwów młodemu pozwoliliśmy zaszaleć. A to efekty samodzielnego spożywania deserka:) ubaw mieli wszyscy, największy jednak Miki:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz